piątek, 11 listopada 2011
Jesienne klimaty

 

Jesień króluje w naszym kraju już od długiego czasu. A ja do tej pory nie umieściłam tu nic, co ukazuje piękno tej cudownej, magicznej pory roku. Bo ona jest piękna i magiczna. W każdym razie dla mnie osobiście. Chociaż, dla mnie wszystko jest na swój sposób piękne, tylko każda rzecz z innej strony. Piękne, jesienne, ciepłe, kolorowe, czerwone, żółte bądź pomarańczowe krajobrazy sprawiają, że człowiekowi robi się cieplej na sercu, a te szare, deszczowe, zimne skłaniają do jesiennych refleksji. Ja dzisiaj jednak postanowiłam umieścić tu parę zdjęć z tej cieplejszej sesji. Pomagał mi w tym czasie również Fudzi, plącząc się pod nogami i udając, że mnie olewa, a w rzeczywistości co chwila zerkając w moją stronę. Jesień jest lubiana bardzo zarówno przeze mnie, jak i mojego psa, nachalnie błagającego o to, aby idąc na spacer mógł iść, brodząc po czubki uszu w liściach, przy okazji zbierając je wszystkie na swoim brzuchu. Później oczywiście i tak czeka go kąpiel.

niedziela, 16 października 2011
Tu to, tam tamto...

czyli postanowiłam rozdzielić fotografię od Fudzia. A mianowicie, fakt faktem, że nic tu nie pisałam, bo co by nie było, wydawało mi się nieodpowiednie. Powtarzałam sobie: blog o fotografii, nie o psach, za dużo ich tu. Więc trza było to oddzielić, bo gdybym pisała tu przez ostatni miesiąc, blog kompletnie by się spsił. :) Wybaczcie, ale tu fotografia, a TAM, Fudzi( KLIK na zdjęcie):

Bardzo Was przepraszam, za to rozdzielenie, ale myślę, że wiele osób wie, o co chodzi, zwłaszcza, że na niektórych blogach również zauważyłam problemy z tym. ;-)

PS>> Żeby nie było. Ja NIE PORZUCAM TEGO BLOGA. Teraz, jak wiem, gdzie mogę napisać nt. postępów Fudzia z nauce, a gdzie o swoich fotograficznych: BĘDĘ TU REGULARNIE PISAĆ.

17:16, ness.ie
Link Komentarze (2) »
środa, 24 sierpnia 2011
Gdańsk

Jakby nie było- stolicą województwa jest- Gdańsk. A, że do tego jest pięknym miastem, warto odwiedzić go chociaż raz na jakiś czas. Nie ukrywając jednak, nie było mnie tam jakiś (całkiem spory) czas. Trzeba więc było to nadrobić. Na drogach w stronę Gdańska- korki. Wszyscy wyjeżdżają do domu. Pojechaliśmy więc na Hel. Droga była pusta i jechało się całkiem przyjemnie. Zostawiliśmy samochód na parkingu, i udaliśmy się do kasy biletowej. Do Gdańska popłynęliśmy bowiem tramwajem wodnym- "Opalem". Droga krótką nie była, z powodu wolnego tempa na Motławie, ale i tak zdecydowanie krótsza niżby stać w korkach.

Droga długa, ale widoki piękne. W końcu jednak statek został przycumowany i można było wysiąść na stały ląd. Najpierw pochodziliśmy po Starym Mieście i starówce. Fakt faktem, że spora część budynków była w remoncie. Ale mimo to Gdańsk ma ten swój cudowny urok nawet w remoncie. Miałam oczywiście nadzieję porobić mnóstwo zdjęć, ale w większości przypadków zawiodłam się na obiektywie. Coś tam jednak się 'udało'..

Po co prawdziwa? Ta jest genialna (może nie wizualnie, ale "dźwięcznie).

Polska bandera na "Opalu".

"Taras" na "Opalu".

piątek, 19 sierpnia 2011
Grumer szoł...

czyli dwa oblicza- jeden pies.

Aby model dobrze wyglądał, musi być dobrze wypielęgnowany. Tak więc, pozwólcie, że zanim opiszę co i jak z nową fryzurą Białasa, powtórzę to, co wiele osób dobrze zna... czyli historię naszych fryzjerów. Jednak, z tego względu, iż jest to tylko moje zdanie, a wybredna jestem, nie da się zaprzeczyć, aby nie robić nikomu złej opinii, nie umieszczę tu żadnych nazwisk, zastąpię je natomiast dużymi literami polskiego alfabetu. Zacznijmy więc od początku, czyli od małego...

Gdy odebraliśmy szczeniaka, zostaliśmy poinformowani o sposobie pielęgnacji terrierowej sierści. O trymowaniu napomknięte zostało tylko tyle, że dokładnie wytłumaczy nam to fryzjer. Tak więc razu pewnego, gdy nasze szczenię ofutrzyło się totalnie, wszczęliśmy poszukiwania najbliższego fryzjera. Najbliżej znaleziony znajdował się na Helu. Umówiliśmy więc Fudzia na wizytę. Pani A i pani B, fryzjerki, uznały, że skoro nie planujemy kariery wystawowej, dla psa mniej męczące będzie strzyżenie a trymowanie to... tylko takie wystawowe "wyrywanie włosów". Tak więc daliśmy psa strzyc. Odebraliśmy psa... prawie łysego, dzikiego, wymęczonego. Po 3-ech wizytach u pań A i B poszliśmy do sąsiadów posiadających suczkę tej samej rasy, o namiary na ich fryzjera.

Tak więc okazało się, że mamy praktycznie pod nosem innego fryzjera. Pod nosem znaczy w Pucku. Idąc tam nastawieni, że doradzi nam dobrze, usłyszeliśmy, że "ten pies nie nadaje się do trymowania". No i znowu maszynka. Czytając wiele książek i artykułów na temat pielęgnacji west terrierów, dowiedziałam się, że trymowanie jest zdrowsze dla włosa białego terriera, chociaż czasochłonne i męczące. Jeździliśmy do pani C dosyć długo, kiedy otworzono salon psiej piękności we Władysławowie.

Poszliśmy więc do pani D. Ta również uznała, że trymowanie jest dla psa dodatkowym, niepotrzebnym stresem. No cóż. Zaczęliśmy godzić się ze swoim, a właściwie Fudziowym, losem. Do owej pani chodziliśmy przez ponad rok, kiedy to razu pewnego pies wrócił do domu cały obolały i pozacinany. Tego było za wiele. Odpuściliśmy sobie wizyty u tej fryzjerki, choćbyśmy mieli jechać z psem na drugi koniec świata, tam nie wrócimy. Nie dosyć, że strzyżony był "kwadratowo", to jeszcze wracał obolały.

Dowiedzieliśmy się, że jest u nas we Władysławowie jeszcze jeden, nowo otwarty zakład fryzjerski. No i trafiliśmy tym razem do pani E. Wydawała się być miła i znać na rzeczy. Owszem, sprawdziła włos, czy dobrze będzie wychodził przy trymowaniu... i kolejna uznała, że nie bardzo, i trzeba strzyc. Fudzi obstrzyżony był ładnie, to nie powiem. Ale mimo wszystko, jakoś wracać mi się tam nie chciało. W końcu los chciał tak, że z Fudziowe ucho zaczęło się znowu babrać, więc musieliśmy iść z nim do weterynarza. A tam, na tablicy ogłoszeniowej wisiała ulotka informująca o salonie fryzjerskim w Pucku. Inna kobieta, inny adres. Znaleźliśmy informacje na ten temat w internecie i umówiliśmy Białasa na wizytę.

Pani F przyjęła nas z otwartymi ramionami. Uznała, że owszem, trymowanie będzie dla niego męczące, ponieważ włos średnio wychodzi, ale ewidentnie będzie zdrowsze. Tak więc umówiłyśmy się, że najpierw pani F usunie jedynie martwy włos palcami, co ewidentnie nie miało wpływu na Fudzia samopoczucie, w przeciwieństwie do trymera. A po usunięciu włosa, obstrzyże, aby skrócić sierść. Praca trwała dwa razy dłużej niż u poprzednich fryzjerów, ale przede wszystkim, zadowalająca. Z racji, że w wypadku Fudzia mniej stawiam na eksterier, a bardziej na użytkowość ( Białas w agility doszedł prawie do perfekcji, w tropieniu użytkowym mimo, iż jesteśmy dopiero przy podstawach, idzie doskonale, a wszelkiego rodzaju sztuczki chłonie szybko, jest posłuszny jak aniołek 24h/dobę, pracujemy dużo i intensywnie, na największych obrotach) uznałyśmy wspólnie, że fryzura będzie "użytkowa". Tzn. lekka, wygodna i krótka. A konkretnie klasyczna tylko w wersji mega krótkiej, różniącej się jednak od tej "na szczeniaczka".

Tak więc znalazłam wymarzonego fryzjera, a i pies mi się zidealniał. Nie wiem jakim cudem, ale jest... jest cudowny. Znaleźliśmy wspólny język. Pies jest posłuszny i udało się wyeliminować całkowicie jego wady, pracujemy dużo, intensywnie i skutecznie. Pare tygodni temu byłoby to nie do uwierzenia. A teraz... przerodziło się w rzeczywistość. Mam takiego psa... jak chciałam. Wymarzonego.Z którym świetnie się dogaduję. Zwinnego i sprawnego, inteligentnego, łaknącego współpracy z człowiekiem, i czekającym na moje polecenia.

Chodzenie bez smyczy ćwiczymy póki co przy nodze, komendy bez smyczy tylko bardzo blisko mnie. Jednak jest to nie z powodu psa, a raczej mojego strachu, pozostałego z przeszłości, kiedy pierwsze co, reakcją Fudzia była ucieczka, z reguły w stronę domu, ale potrafił pomylić kierunki.

Wszystkie zdjęcia autorstwa... samowyzwalacza. Także pretensje o jakość proszę kierować do niego, a nie do mnie. XD

Przed-Po

niedziela, 14 sierpnia 2011
Dog Show in Sopot

Tradycyjnie, jak co roku, wybrałam się na 1-szy dzień Dog Show in Sopot- imprezy kynologicznej organizowanej przez Sopocki oddział Związku Kynologicznego. Tym razem zabrałam ze sobą Paulinę. Wyruszyłyśmy najwcześniej jak się dało, aby zdążyć na 10:00, o której wystawiane są Owczarki Niemieckie, jedna z moich ulubionych ras (głównie ze względu na bosko pracujący charakter), wczorajszy powód moich wszystkich "ochów" i "achów". Bramę wejściową Sopockiego Hipodromu, gdzie odbywała się "impreza", przekroczyłyśmy koło godziny 10:30. Jednak miałyśmy jeszcze do pokonania spory kawał drogi, gdyż Onkowy ring z reguły, tym razem również, znajduje się na końcu w odosobnieniu. Na szczęście zdążyłyśmy obejrzeć jeszcze "zwycięską trójkę" w ruchu. Żadnym sposobem nie dało się mnie oderwać od Owczarków dopóty, dopóki nie ogłoszono zwycięzcy rasy (na zdjęciu powyżej).

Następnie ruszyłyśmy w stronę terrierów przy okazji mijając ringi innych ras. Zjechali się tu ludzie z całego świata, mówiący innymi językami, o zupełnie innych obyczajach, a mimo to, coś ich łączyło- miłość do psów. Mimo czasochłonnej, ciężkiej, trudnej pracy wielu nie traciło uśmiechu na ustach i poczucia humoru. Przechodząc obok tak wspaniałych psów jak bobtail czy samoyed nie obyło się od zrobienia im zdjęcia. Kiedy doszłyśmy do terrierów przygotowywane były akurat West Highland White Terriery. Szybko zaprzyjaźniłyśmy się z właścicielką jednego z Białasów oraz pewnym hodowcą.

Następnie ruszyliśmy do stoisk sponsorów. Paulina w poszukiwaniu czegoś dla Lucy, a ja czegoś dla Fudzia- konkretnie szelek tropowych. Jednakże nigdzie nie znalazłam tego co chciałam. Zamiast tego zaopatrzyłam się w to, co już od dawna planowałam. Mianowicie tabliczkę na furtkę informującą , że "Tu mieszka pies" z wizerunkiem westa, która jest, według prawa, obowiązkowa. Nie chciałam kupować tabliczki informującej, że pies jest ostry, zły czy agresywny, a z reguły z takimi się spotykałam. W końcu jednak znalazłam coś dla siebie. Coś co przypadło mi do gustu.

Po zakupach poszłyśmy do ringu głównego, w celu obejrzenia pokazu zaganiania kaczek, jednak przyszłyśmy kiedy było już po wszystkim. Następnie udałyśmy się znów do terrierów, gdzie akurat wystawiane były yorkshire terriery. Zaprzyjaźniłyśmy się z właścicielem Georga, właścicielką Figi (czy też Figa?) oraz właścicielką suni, o której imię nie pytałam. Cudownie przygotowane psiaki wyglądały zachwycająco. Kiedy nasi nowi znajomi weszli na ring, trzymaliśmy za nich kciuki. Pociesznie wyglądali handlerzy "biegający" ze szczotką i co chwila czeszący swoich podopiecznych. 

Nie czekając na wyniki poszliśmy obejrzeć zmagania uczestników zawodów agility oraz jumpingu (agility bez przeszkód strefowych). Nie było kompletnie gdzie stać. Dwa pasy dla widzów, jeden o długości 1-ego metra, drugi 2-óch, a reszta obstawiona przez namioty zawodników. Ludzie zaczęli się awanturować. Organizatorka przyznała się, że to Jej wina, bo nie wyznaczyła pola na zawodników, ale obiecała "jutro" się poprawić. Uczestnikom na torze poszło wyśmienicie. Cudowne psy, cudowni właściciele. Jak zwykle przeważały border collie.

Na koniec jeszcze poszłyśmy obejrzeć odbywający się na ringu głównym pokaz pracy psów asystujących. To, co na co dzień robią te psy jest niesamowite. Robią to chętnie, z przyjemnością. Kierując się w stronę wyjścia rzuciłyśmy okiem na zaganianie owiec oraz dwie klubówki- posokowców oraz beagle.

Wyjechałam z domu w bluzce z długim rękawem i kurtce,zaopatrzona w parasol, bo zapowiadało się na deszcz, a wróciłam spocona, ale szczęśliwa. W Sopocie bowiem panował upał (przynajmniej dla mnie, uwięzionej w długim rękawie).

No i znowu przejechałam się na swoim mega obiektywie. Był ewidentnie za krótki. Za rok obowiązkowo przyjadę z jakimś fajnym tele, które planuje kupić od... łohoho- długie czasu. Ale nie mogę się zdecydować.

sobota, 13 sierpnia 2011

Kierunek: Sopot!

Do Sopotu mamy całkiem blisko, a mimo to 8:30 wyjeżdżamy z Władka. Paula jedzie z Nami. :D Jutro wstawię relację z Dog Show. Tak... tym razem nie tylko foto, ale również pisemną.

07:06, ness.ie
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 sierpnia 2011

Zaczynamy z Fudzim pracę na śladzie.

Relacje ze szkolenia będę starała się umieszczać tu regularnie.

De facto: fotorelacje.

Choć mam nadzieję, że uda mi się coś naskrobać.

sobota, 16 lipca 2011

13:42, ness.ie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Leśne wyprawy

Fudzi jako terier najlepiej czuje się w lesie. Jest tam pełen swobody ale i skupienia. Chociaż nie raz zdarzyło mu się pobiec za zającem, potrafił wrócić na zawołanie. W zeszłe wakacje, z powodu doskwierających upałów, las był miejscem najczęściej przeze mnie odwiedzany. Bowiem tylko tam można było znaleźć trochę kojącego cienia i chłodu. Z czasem postanowiłam ćwiczyć z Fudzim w lesie komendy. Pierwsze kilka razy pies był rozkojarzony i zareagował tylko na kilka moich komend. Ale im więcej ćwiczyliśmy, tym lepiej mu to szło. Kiedy upał nie był aż tak męczący, postanowiłam spróbować na łące. Powtórzyła się początkowa sytuacja z lasu. Odkryłam jednakże, że jeżeli pies napierw się wylata, a potem weźmiemy się za pracę, efekty są dużo lepsze, niż na odwrót. Z czasem zaczęłam stosować inną taktykę. Pies nie wylatany, pełen energii, za odpowiednie wykonanie komendy zostaje nagrodzony rzutem piłką, z którą lata dookoła.

Od lasu dzielą mnie zaledwie 3 domy,dzięki czemu możemy to miejsce odwiedzać bez ograniczeń. Jednak dookoła otacza mnie nie tylko las, ale również masa łąk i pól, zagajników, dolinek itd. W każdym z tych miejsc Fudzi czuje się dobrze, ale tylko w lesie potrafi być na 100% skupiony na mnie, nawet jeżeli wie, że nagrodry nie dostanie. Z reguły staram się psa zawsze nagradzać, ale albo skończy się jedzenie, albo akurat nie wzięłam piłki. Wtedy pozostaje tylko pochwała. Jednak cieszy mnie fakt, że nie muszę pracować z Fudzim tylko na jedzenie. 

czwartek, 23 czerwca 2011
Wakacyjne tarzanko

Wiadomym jest, że każdy pies uwielbia się tarzać we wszystkim w czym się da, bez różnicy czy to nadmorski piasek, świeża ziemia czy leśna trawa. O ile to pierwsze jest znośne, o tyle dwa następne są utrapieniem dla właściciela psa- zwłaszcza tego białego. Jednak nie można tak całkowicie pozbawiać swojego ukochanego pupila tej przyjemności- nawet jeżeli następną godzinę spędziłby pod prysznicem. Ja sama nie pozwalam swojemu psu tarzać się tylko wtedy, kiedy jest świeżo wykąpany. 

Do tej pory nie dotarło do mnie, że są już wakacje. Wydaje mi się to być faktem niemożliwym, wyśnionym. Ale tak, tak, są wakacje! Chociaż pogoda nam nie dopisuje ostatnio, jest chłodno, wietrznie(na szczęście nie pada!), to i tak wychodzimy na długie spacerki. Aby powitać ten wspaniały, ewidentnie za krótki, okres wypoczynku, wybrałam się razem z Fudzim na spacer. Miejsca do którego się wybraliśmy nie można nazwać ani łąką, ani laskiem. Jest to poprostu niezbyt duży teren, porośnięty bujną trawą, kilkunastoma drzewami, wydeptaną ścieżką, mniejszym placem z trzema ławkami i spacerującymi wszędzie kurami. Na początku nic nie robiliśmy, tylko ot, chodziliśmy. Spacerowałam z małym, białym, futrzastym psem przy nodze i aparatem przewieszonym przez ramię. Fudzi obwąchiwał, jak zwykle, każde drzewo, każdy krzak, każde źdźbło trawy. Kiedy wkroczyliśmy w miejsce gdzie trawa jest dłuższa, Fudzi zaczął skakać jak typowy  mały, biały zajączek. 

Takie chodzenie jednak nie jest dla mnie. Ja wolę coś robić. Przysiadłam na chwilę na pobliskiej ławeczce, włączyłam aparat który miałam przewieszony przez ramię, posadziłam na ławce Fudzia i zaczęłam robić mu zdjęcia. Po zrobieniu kilku portretów pies zeskoczył z ławki i położył się na trawie. Ja spowrotem wróciłam na ławkę i przyglądałam się psu. „Prany“ kilka dni temu, biały pies zaczął tarzać się w ziemi. Moją natychmisatową reakcją były odciągnięcie psa z tamtego miejsca. Jednak bezskutecznie. Na szczęscie udało mi się psa namówić, aby tarzał się w trawie. 

Odruchowo zaczęłam pstrykać mu zdjęć. Im bardziej się rozkręcałam i zapominałam o świecie, tym bardziej Fudzi przesuwał się w stronę ziemi. Nie zauważając niczego nadal robiła zdjęcia. W końcu ujrzałam przez wizjer maksymalnie brudnego, niegdyś białego, psa. Czym prędzej wyłączyłam aparat, zapięłam psu smycz i pognałam do domu. Tam czekał już na Fudzia brodzik, szampon i ręcznik podziurawiony osobiście przez Białasa.

środa, 22 czerwca 2011
Najważniejszy w każdym działaniu...

Zaczęły się wakacje. Początek najpiękniejszego okresu w roku. Terminu wypoczynku, lenistwa. Jednak ja nie zamierzam poświęcić wakacji spaniu, opalaniu się i „szlajaniu“ po mieście. To, co będę robić jest również w pewien sposób formą wypoczynku, ponieważ sprawia mi przyjemność. Mianowicie mam zamiar rozwijać swoją wiedzę i doświadczenie związane z moimi zainteresowaniami, oraz sprawić, by wakacje te były przyjemne nie tylko dla mnie, ale również dla moich zwierząt.

 

 

 

 

 

 

środa, 01 czerwca 2011
Śpioch

sobota, 07 maja 2011
Pola nad lasem

Na dworze zrobiło się już znacznie cieplej, drzewa zaczęły robić się coraz bardziej zielone. Wszędzie coraz więcej kwiatów. A i wiatr coraz słabszy. To wymarzony czas, żeby wreszcie pójść gdzieś dalej, w końcu nie trzeba się bać, że zamarznie się z zimna. Postanowiłam więc odwiedzić parę miejsc. Zaczełam oczywiście od pól nad lasem.

Miejsce to nic się nie zmieniło, od kąd byłam tam ostatnim razem, na jesień, po za tym, że zamiast kolorowo teraz jest zielono. No i na ścieżkach przybyło trochę piasku, więc ciężej się idzie. Ale za to opłaca się. Chciałam zajść jeszcze nad morze, i plażą wrócić do domu, ale tak się stało jak się stało, że zaczął wiać taki wiatr, iż darowałam sobie ten spacer plażą i wróciłam do domu normlaną drogą.

niedziela, 01 maja 2011
Ciepłe dni nastały

I kwiaty nam pourastały, wreszcie. ; )

niedziela, 10 kwietnia 2011
Cieplutko witamy

Cieplutko witamy wiosnę, która zagościła w naszym mieście już na dobre. Zdaję sobie sprawę, że smycz na większości zdjęć wszystko psuje, jednak nie jestem w stanie robić zdjęć psu puszczonemu luzem, kiedy w pobliżu nie ma innej osoby, ponieważ nie mogę wtedy całej swojej uwagi poświęcić Jemu. Niektóre zdjęcia jednak udało mi się zrobić podczas, gdy Fudzi biegał bez smyczy.